ŚWIADECTWA Z REKOLEKCJI ORAE 29.04-3.05.2016

Za nami niezwykły czas Bożego działania, modlitwy i ewangelizacji. Oto poruszające świadectwa uczestników i naszej Diakonii:

Małgosia: Rekolekcje ORAE były dla mnie czasem odkrywania poszerzonej wizji ewangelizacji w moim życiu. Uwierzyłam, że wszystko mogę z wiarą i mocą Ducha Św. To dało mi odwagę do  wyjścia i głoszenia po domach Bożej miłości. Sama na co dzień doświadczam potęgę Bożej miłości, którą pragnę się dzielić. Rozmawiając z ludźmi o Bogu i dając im świadectwo mego życia utwierdziło mnie jak bardzo jest  potrzebne dotarcie do człowieka indywidualnie z Dobrą Nowiną. Uwierzyłam i doświadczyłam jak Pan prowadził nas do tych ludzi, którzy „czekali”, byli otwarci na rozmowę z nami. Wielką radość miałam w sercu, gdy nasi rozmówcy przyjmowali w modlitwie Jezusa jako Pana i Zbawiciela oraz przyjmowali Słowo Boże, które im dawaliśmy. Za to nowe doświadczenie ewangelizacji – chwała Panu!

Marta: „Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca". Ten czas był dla mnie morzem błogosławieństwa. Przede wszystkim Pan Bóg upewnił mnie, że zawsze jest ze mną
i że ma dla mnie więcej niż mi się wydaje – jest przecież Wszechmogącym Królem i moim Tatą! Szczególnie doświadczyłam tego na ulicy, gdy otworzył drzwi, gdy nikt nie otwierał, gdy skończyła się ulica, której domy mieliśmy odwiedzać dał nam spotkać kolejne osoby,z którymi dzieliliśmy się Jego miłością, zaprowadził nas do Siebie czekającego w kaplicy wiecznej adoracji, gdy wydawało się, że wszystkie drzwi są zamknięte. Rozjaśnił wiele wątpliwości i dał mi poznać wspaniałych ludzi, którzy są pięknym świadectwem Jego miłości. Owoce tych rekolekcji odkrywać będę jeszcze przez długi czas, ale już dziś za wiele mogę dziękować Bogu.  Chwała Panu!

Michał G.: Bóg naprawdę przygotował ten czas i w drobnych znakach potwierdzał, że chciał abyśmy trafili do tego domu. Pan Kazimierz obłożnie chory na raka, jak mówią lekarze – "to już końcówka". Pani Halina chciała, by ktoś przyszedł, porozmawiał z nim, pomodlił się za niego i wsparł ich oboje. Spotkaliśmy ich jak wychodzili z samochodu i od razu zaprosili nas do domu. Spędziliśmy tam trzy kwadranse, rozmawiając, głosząc i modląc się o uzdrowienie dla Pana Kazimierza. Oboje oddali też swoje życie Jezusowi razem z tą chorobą. Choć byli wierzący i praktykujący, oddawali Jezusowi życie w ten sposób pierwszy raz. Pan nas tam chciał i upewnił nas o tym. Dlatego Jemu zostawiamy owoce tego czasu, dziękując jednocześnie, że pozwolił nam doświadczyć jak to jest być posłanym tak, jak On posyłał Apostołów tam, gdzie sam zamierzał przyjść.

Dominik: Te rekolekcje już przyniosły błogosławieństwo dla mnie, mego małżeństwa i całej Diakonii. Zapamiętam naszą radość, gdy wszyscy niczym 72 wróciliśmy z ewangelizacji po domach. Wielu chce teraz dalej wychodzić na ulicę. Wszystko układało się jak puzzle pasujące do siebie – słowa, rozeznanie, modlitwy i konferencje. Pan zaprosił nas nawet do całonocnej adoracji. Dyżury obstawione zostały natychmiast. Choć nie było opieki do dzieci, Bóg tak pobłogosławił, że nie tylko daliśmy radę, ale wiele nam to dało. Byliśmy blisko Pana i wielu doprowadził Pan przez nas do siebie. Chwała Panu!

Agnieszka K.: Podczas tegorocznych rekolekcji ORAE w Częstochowie Pan Bóg okazał mi wiele łask, ale i pokazał kilka rzeczy. Parę lat temu poczułam w sercu pragnienie, by wyruszyć na misje, patrząc z dzisiejszego punktu widzenia nie miałabym  nawet pojęcia, iż misje można i wręcz potrzeba spełniać w naszym kraju, nie tylko za granicą. Dość zabawnym dla mnie doświadczeniem było kiedy, powróciłam pamięcią do dzieciństwa – w tym czasie bardzo lubiłam odwiedzać sąsiadów i swoich znajomych, koleżanki w domach, co sprawiało mi wielką radość. Patrząc dziś nie pomyślałam bym, że wrócę do tego "sportu" z dziecięcych lat tym razem w nieco innej formie, jaką była "ewangelizacja domowa". Podczas rekolekcji ORAE mieliśmy okazję wyjść ewangelizować mieszkańców Częstochowy w ich domach. Najbardziej dotknęło mnie spotkanie z rodziną, która nie zamieszkiwała ogromnego wystrojonego domu, a wręcz przeciwnie mały skromny domek, w którym przyjęto nas z ogromną życzliwością.  To tam cała rodzina przyjęła z ufnością Pana Jezusa jako Pana i Zbawiciela, za co Chwała Panu!

Michalina: Alleluja! W ostatnich dniach uczestniczyłam w Oazie Rekolekcyjnej Animatorów Ewangelizacji w Częstochowie. To był święty czas na który czekałam. Potrzebowałam czasu tylko dla Boga, żeby On mógł mnie uporządkować. Jednak na początku miałam w sobie pewne zamknięcie na treści konferencji, jakby wokół mnie była skorupka albo jakbym była w jakimś letargu. Próbowałam coś z tym zrobić, ale nie dawało to efektu. W końcu powiedziałam: Panie Boże, rozbij tę skorupę, ożyw mnie. A On tylko na to czekał. Bardzo dotknęły mnie słowa rozpoczynające każdy z filarów: “Bóg szuka…”. Dotarło do mnie, że Pan Bóg jest w działaniu, w ruchu (i w Ruchu), szuka mnie, kocha mnie i czeka na mnie. Ważnym wątkiem tych rekolekcji (który Bóg dalej we mnie rozwija) jest priorytet rodziny. Uświadomiłam sobie, że nie podejmuję służby na rzecz mojej rodziny, że za mało dbam o nią. Ona ma być pierwszym miejscem mojego dawania świadectwa miłości. Bóg prowadzi mnie, bym odkryła swoje braki i niedomagania w tym względzie i ruszyła do naprawy. Jezus pokazał mi także, że kwestia dawania świadectwa, ewangelizacji nie jest kwestią mojego „widzi mi się”. Żniwo naprawdę jest ogromne, a robotników niewielu. Wobec takiej sytuacji po prostu nie mogę być bezrobotna. Kochając Go, chcę uczyć się z radością podejmować pracę, na którą On mnie posyła. Za wielkie dzieła Boga – Chwała Panu!

Konrad: Rekolekcji ORAE 2016 nie mogłem się doczekać, więc z niecierpliwością odliczałem czas. Szczególnym elementem tych rekolekcji była poniedziałkowa ewangelizacja "po domach", była to nasza pierwsza ewangelizacja tego typu. W trakcie tej ewangelizacji działy się wielkie rzeczy. Mam takie przekonanie, że w tym dziele Bóg działał z mocą i pokazał nam piękno swojego miłosierdzia. Mam również przekonanie, że te dzieło bardzo nie podobało się szatanowi i chciał jak najwięcej namieszać. Bardzo nie wiele brakowało do tego, że mogłoby mnie nie być w ten pierwszy majowy poniedziałek ponieważ urlop na ten dzień dostałem z ledwością (na początek szef nie chciał mi dać, ale po dziesięciu minutach zmienił zdanie – łaska Boża). Mimo to i tak szatan próbował udaremnić lub utrudnić tę ewangelizację: najpierw problem z urlopem, potem mało brakowało – dzień wcześniej spadłbym ze schodów, a w poniedziałek rano bolało mnie gardło. Jednak Bóg chciał abym koniecznie był właśnie w tym dniu – właśnie w tym miejscu. Najpierw posłał nas do pani, z którą rozmawialiśmy w bramie – była to osoba wierząca, więc przyjęła Jezusa (prawdopodobnie kolejny raz) do swojego życia. Potem przyszliśmy do starszej, bardzo samotnej kobiety – nikt jej nie odwiedzał, rodzina nawet jak przyjechała do domu obok, to prawie wcale do niej nie zaglądali. Bardzo narzekała na ból głowy. Pomodliliśmy się wstawienniczo nad nią z koleżanką. Potem mówiła, że ból jej nieco przeszedł, a następnie poczęstowała nas herbatą i mandarynką. Później poszliśmy do kolejnej starszej pani, która skończyła 80 lat, a dzień wcześniej w niedziele była msza święta z okazji jej urodzin i okazało się, że to była ta sama msza na której byliśmy ze wspólnotą. Zaprosiła Jezusa do swojego serca, a następnie zaprosiła nas na herbatę i ciasto. Wierzę, że Pan w tym dniu chciał dotknąć właśnie te osoby swoim miłosierdziem poprzez słabe, niedoskonałe i tępe narzędzia jak ja. Chwała Panu.

Agnieszka Cz.: Cieszę się, że mogłam przyjechać na te rekolekcje ORAE wraz z moim mężem. Taki czas wyciszenia i mocnego słuchania głosu Pana poprzez różne punkty tych rekolekcji był bardzo potrzebnym czasem. Konferencje były czasem umocnienia, a wieczorne modlitwy, które „prowadziłam”, dały mi mocne przekonanie, że prowadzi Je sam Pan, a nie ja. Dobrze jest się dać prowadzić Duchowi Świętemu, bo cóż może tutaj człowiek, jak jedynie być Jego Narzędziem. Modlitwy i wzajemne świadectwa ludzi na ORAE  dawały jeszcze więcej siły do dalszego ewangelizowania. Wielkiej mocy i odwagi dodała mi Eucharystia w dniu wyjścia z Dobrą Nowiną do pobliskich domów. Byłam w tym dniu w dwójce ewangelizacyjnej razem z mężem i nie było to przypadkiem. Mieliśmy wyjść w tym dniu razem, aby podzielić się świadectwem o Miłosiernym i Jego woli. Pan posłał nas najpierw do pani, która nie miała czasu, ale przyjęła chociaż cytat z Pisma Św. Później wiele domów odmawiało, aż trafiliśmy do pana w średnim wieku, z którym rozmowa była od początku bardzo trudna, gdyż uważał, że wiara to jego prywatna sprawa. Udało nam się krótko podzielić, dlaczego my „idziemy i głosimy na cały świat” i jak Bóg kocha, ale ten pan nie chciał sobie więcej powiedzieć i powiedział nam „z Bogiem”. Szanując to, poszliśmy i pomodliliśmy się za niego nieco dalej na chodniku. Następnie trafiliśmy do 90-letniej kobiety, która podzieliła się z nami swoim doświadczeniem II wojny. Życzyła nam, by nie było nigdy więcej wojny. My podzieliliśmy się kerygmatem i Pani przyjęła z nami Jezusa. Była wzruszona, życzyła błogosławieństwa i dalszego trzymania się Dekalogu. Na koniec ewangelizacji Bóg pokazał, dlaczego miałam iść razem z Mateuszem w tym dniu. Trafiliśmy do domu młodego mężczyzny, który rozeznaje swoje powołanie do małżeństwa po wyjściu z postulatu. Tu Pan mocno zadziałał. Ta osoba potrzebowała bowiem rozmowy z małżeństwem. Mogliśmy zaświadczyć o działaniu woli Bożej przy naszym powołaniu, wielkiej miłości Pana i znakach Miłosiernego wobec nas. Ten mężczyzna raz jeszcze przyjął z nami Jezusa jako Pana i Zbawiciela, oddając Mu to, aby w jego życiu pełniła się wola Boża przy kształtowaniu powołania. Zapewniliśmy się o wzajemnej dalszej modlitwie. Za czas ewangelizacji i za cały czas ORAE, chwała Panu.

Szymon: Na tych rekolekcjach Bóg dał mi do zrozumienia, że głoszenie Ewangelii jest rzeczą naturalną, jeżeli jest się chrześcijaninem; prawdziwe są słowa: „…największą biedą człowieka jest brak wiary w Boga, który „jest miłością". Dzięki Bogu mogłem też w końcu nazwać ten OGIEŃ, który powinien być we mnie tak mocny – Ogień Ducha Świętego – „pasja głoszenia”.
W dzień wyjścia na ewangelizację „po domach” na Namiocie Spotkania dotknęły mnie też słowa: „Pan sprawił, że uważnie słuchała słów Pawła” – tego dnia dały mi nadzieję, że Pan jest obecny przy każdym głoszeniu Jego Imienia – my przemawiamy, On porusza serca. Podczas „chodzenie po domach” spotkaliśmy się m.in. ze starszym małżeństwem, które wiele wycierpiało, ale nie uciekło od Boga, nie odrzuciło wiary. Ta para „straciła” już przy porodzie pierwsze dziecko, potem pojawiło się kolejne, które co prawda przyszło na świat zdrowe, lecz już mając 3 latka zginęło w nieszczęśliwym wypadku. Potem informacja o kolejnym dziecku – gdy matka odczuła mimo wszystko wielki pokój serca w szpitalu i zgodziła się na poród (odrzucając propozycję aborcji) – sam lekarz wyraził zdumienie. Kobieta powiedziała „wszystko będzie dobrze”, zaufała opiece z Góry…i się nie zawiodła – syn żyje zdrowy i ma już własne dzieci.
Ostatnia trudna wiadomość w ich życiu to zdiagnozowanie raka u obu małżonków. Mąż i żona nie wiedzą ile jeszcze będzie im dane żyć. Mimo to na co dzień starają się żyć w zgodzie z Bogiem.Zrozumiałem, że najważniejsze co niesiemy to miłość do drugiego człowieka, bo moje słowa i świadectwo nie są w stanie same pomóc drugiemu, to Bóg działa przez naszą posługę wyjścia do bliźniego. Chwała Panu

Posted by | View Post | View Group