Marta: Podczas tego poniedziałkowego wyjścia przeprowadziliśmy trzy rozmowy. Pierwsza i trzecia wyglądały tak samo – zaczęliśmy opowiadać spotkanym osobom o Bożej miłości, gdy nagle pojawiło się pytanie: "O co chodzi? Do czego to zmierza? Dlaczego mi o tym mówicie?". Po tych dwóch spotkaniach zakończonych tymi pytaniami zostały ze mną dwie myśli, a właściwie dwa pytania: Dlaczego ja wychodzę na ulicę? I co się z nami stało, że w zwykłej rozmowie szukamy podstępu, drugiego dna? Myślę, że na oba odpowiedzią jest Pan Bóg – wychodzę na ulicę, bo On o to prosi i chce być w życiu każdego, a podejrzliwość i brak otwartości jest spowodowany tym, że wciąż za mało jest Boga w naszym życiu. Panie Boże zajmij się więc wszystkim, zajmij się nami wszystkimi, żebyśmy mogli doświadczyć Prawdziwej Miłości i Nią się dzielić!

Szymon: Tego dnia spotkaliśmy aż cztery osoby, które przyznały, że Boga można spotkać w codzienności. Po wielu nieudanych próbach nawiązania rozmowy odczułem, że jesteśmy marnymi ewangelizatorami, ale to niesamowite, że Bóg również przez nas chce działać, w swoim czasie, i daje nam radość dowodząc, że kształtuje życie bardzo wielu ludzi. Chwała Panu za to, że błogosławi tym którzy otwierają się na Niego i zapraszają Go do swojego życia. Dłuższą rozmowę mieliśmy też z Magdą
i Kamilem – studentami literatury. Przyznali oni, że są osobami wierzącymi. Magda niestety mocno trzymała się swojej teorii, że wie lepiej co jest dla niej dobre niż Bóg. Wsłuchiwała się jednak uważnie, gdy cytatami z Pisma staraliśmy się pokazać jej, że Pan zna nas osobiście
i szczególnie troszczy się o nas – jej oczy nie odrywały się od nas podczas słów: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto wyryłem cię na obu dłoniach…”. Chwała Tobie, Panie za każde poruszenie serca Magdy i Kamila.

Konrad: Dzisiaj mieliśmy kilka rozmów część skończyła się niestety trochę za szybko – niewiele zdążyliśmy powiedzieć bo się ludzie śpieszyli, ale mieliśmy dwie konkretne rozmowy. Pierwsza z młodą kobietą – nie chciała przyjąć na ulicy Jezusa, ale mówiła, że zrobi to w osobności. Gdy zapytaliśmy, czy jest coś o co moglibyśmy się pomodlić to powiedziała słowa, które bardzo mnie uderzyły: „Powinniśmy się modlić za to aby w sercach ludzkich nie było nienawiści, ponieważ to jest główna przyczyna naszych problemów w życiu”. Na koniec spotkaliśmy dwoje studentów literatury. Słuchali nas bardzo chętnie, ale uważali, że wiedzą lepiej co dla nich jest dobre niż Bóg, więc nie przyjęli Jezusa do swojego życia, ale i tak ziarno zostało zasiane. Chwała Panu

Marcin: Byłem pierwszy raz w Katowicach na ewangelizacji i był trud głoszenia. Pospiech pierwszych osób, złość osoby z Kościoła Luterańskiego, zagubiony bezdomny. Dobre doświadczenie, miałem bardzo dobre spotkanie później u Oblatów (Koszyce) –  ojciec mówił o trudzie działania, który musi być bo po nim są owoce.

Dominik: Dziś miałem okazję rozmawiać z chrześcijanami innych denominacji oraz osobą wyznającą wiarę w swego rodzaju energię. To ciekawe, że tym razem nie spotkałem ani katolików, ani niewierzących. Widać wiele stereotypów między chrześcijanami, zranień, padały też zarzuty pod kątem naszego Kościoła czy Ruchu. Jedna z osób wcale nie czuła potrzeby modlitwy o jedność wierzących w Chrystusa, gdyż uważała to za nierealne. Spotykałem już różnych chrześcijan, z którymi nawet się modliłem, a dziś tylko jedna rozmowa zostałaby przeze mnie określona jako spotkanie braci. To pokazuje ogrom potrzeby modlitwy i konieczność wyjścia do ludzi, mówienia o Chrystusie ponad podziałami oraz szukanie tego co nas łączy, bardziej od tego co dzieli. Mimo iż nie jest to odkryciem to jednak wciąż tego brakuje. Niemniej Boży czas, chwała Panu!

Krzysztof: Znowu nasza Diakonia wyszła na ulice, by rozmawiać o Jezusie z mieszkańcami Katowic. W dwójce byłem z koleżanką, ruszyliśmy po modlitwie przed dworcem. Ubogacaliśmy się rozmową. Spotkaliśmy dwoje młodych ludzi, emanowali pięknem swojej miłości. Tych dwoje bardzo się kochało. Chłopak był niestety zarażony boreliozą. Modliliśmy się i przyjęli Pana Jezusa do swego życia. Było w nich wiele radości, która mnie ujęła. Myślę, że Pan nieprzypadkowo postawił ich na naszej drodze i pokazał nam, że są osoby żyjące jeszcze prawdziwymi wartościami. Oby inni tak potrafili. Chwała Panu za tych ludzi!

Posted by | View Post | View Group
Categories: Świadectwa

Comments are closed.